Wiesław Felski
Urodzony w 1973 roku w Tczewie.Przyjął święcenia 
kapłańskie w 1998 roku. Eseista i poeta. Ukończył
polonistykę na Katolickim Uniwersytecie 
Lubelskim, obecnie pisze rozprawę doktorską o 
przekładach biblijnych Czesława Miłosza. Znany 
jako wybitny specjalista od niezwykłych historii 
niezwykłych miejsc. 
Jest ponadto naszym nadwornym scenarzystą ;)


Poniżej publikujemy poezję
i jeden z jego esejów. 
Powrót
ALZACKIE ŚLADY MIŁOSZA
 
 1 
 
Nie łatwo tutaj trafić. Na drogowskazach Mittelbergheim pojawia się dopiero na 
kilka kilometrów przed samą miejscowością. Trzeba cały czas kierować się na, 
położone u podnóża Wogezów, Barr - piękne średniowieczne miasto, nad którym 
górują ruiny zamków Haut Andlau i Fondes. Przejeżdżam malowniczymi uliczkami i 
w pewnym momencie, w gęstym otoczeniu informacji turystyczno-drogowych, pojawia
się ta, która najbardziej mnie interesuje. Po czterech kilometrach wyłania się,
wśród szeroko na wzgórzach rozlanych winnic, tablica z napisem Mittelbergheim 
nad nią inna, świadectwo dumy mieszkańców z powodu przyznania tak zaszczytnego 
wyróżnienia, z inskrypcją: L'un des plus beaux villages de France (jedna z 
najpiękniejszych wiosek Francji).Miejscowość usytuowana na starym celtyckim 
trakcie, łączącym przez górskie przełęcze Galię z Nadrenią, wspomniana została 
po raz pierwszy w kronikach w 741 roku jako Montularem, może poszczycić się 
wyjątkowo bogatą architekturą zabytkową. Zachowały się tu budynki z 
średniowiecza, choć najbardziej reprezentatywne pochodzą głównie z epoki 
renesansu. Mittelbergheim to przede wszystkim wieś winiarzy (cité du vin - jak 
informuje kolejna tablica "propagandowo-turystyczna"). Zdecydowana większość 
mieszkańców zajmuje się uprawą winorośli; tu też mieszkają jedni ze 
znamienitszych producentów alzackiego wina tacy jak: Bernard Hansman, Jean 
Pierre Rietsch, Fernand Seltz, Gérard Dolder, Andre Wantz, czy Francois 
Tritschler, którzy doskonale wykorzystują zalety okolicznej ziemi, wyjątkowo 
bogatej w wapń, dzięki któremu miejscowy gewurztraminer, czy tokay-pinot gris 
charakteryzuje się specyficznym bukietem smakowym. Mittelbergheim jednak 
najbardziej słynie ze swojego sylvanera, przez znawców szczególnie ceniony jest
ten uprawiany na wzgórzu Zotzenberg.Spacerując tutejszymi zaułkami można 
odnieść wrażenie, że czas się zatrzymał, jakby mieszkańców nie interesowały 
sprawy "wielkiego świata"; z pasją oddają się winnicom, o których mogą bez 
opamiętania opowiadać, przy butelce wina oczywiście, całymi godzinami. 
Wszystkie detale i ozdoby upiększające ulice, zwłaszcza dwie wspaniałe tłocznie
z XVI wieku, używane jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, 
tylko utwierdzają w przekonaniu, że tutaj żyje się wyłącznie winem i... muzyką.
Tak - muzyką! Mittelbergheim może poszczycić się również jedną z bardziej 
renomowanych w regionie szkół muzycznych; przedpołudniem z okien sal 
lekcyjnych, a popołudniu z domów uczniów, płyną w wieś melodie utworów 
klasycznych kompozytorów. I ta dzisiejsza ciepła mżawka... idealne miejsce, by 
duchowo odpocząć.Sądzę, że kilkadziesiąt lat temu w Mittelbergheim panowała 
podobna atmosfera. W 1951 roku przebywał w nim Czesław Miłosz. Musiał być pod 
wielkim wrażeniem promieniującego stąd wyjątkowego nastroju, skoro napisany
tutaj wiersz później będzie zamykał tom Światło dzienne. Utwór, dedykowany 
Stanisławowi Vincenzowi, zbudowany jest na kontraście między wewnętrznym 
niepokojem (Nie goń mnie / Ogniu, potęgo, siło, bo za wcześnie) i wyjątkowym 
klimatem Mittelbergheim (Wino śpi w beczkach z dębu nadreńskiego). Ów ogień 
rodzi się w duszy poety, jednak nie pochodzi od niego; jest czym obcym, czymś 
zewnętrznym. To natchnienie, które popycha ku granicy za którą spełnia się 
barwa i dźwięk / I połączone są rzeczy na tej ziemi; to siła, która ma niejako 
władzę nad poetą (ty, co mnie / Trzymasz we wnętrzu dłoni)a jednocześnie "duch 
opiekuńczy" (Ty, co dajesz pewność / W godzinie lęku, tygodniu zwątpienia). W 
opozycji do tego ognia, w atmosferze i ciszy śpiącego Mittelbergheim, gdzie 
wyraźnie słychać najmniejsze dźwięki (Słyszę małe źródło / Pluszczące w 
cembrowinę na podwórzu, stuk / Drewniaków na ulicy) fermentuje w beczkach wino.
Tu nic nie dzieje się nagle, w "szale"; dojrzewanie wina wymaga czasu. Pod tymi
symbolicznymi obrazami kryje się sytuacja wewnętrzna podmiotu lirycznego, który
stoi na rozdrożu, przed wyborem między dwoma odmiennymi źródłami realizacji 
drogi poetyckiej (mittelberg znaczy w połowie góry): profetycznym natchnieniem 
i kontemplacją świata. Zdaje się skłaniać, choć nie bez trudu, ku tej drugiej 
dykcji lirycznej (Za wcześnie jeszcze, niech wino dojrzewa, / Niech podróżni 
śpią w Mittelbergheim). Kiedy sięgniemy po pozaliterackie świadectwa twórczości
Miłosza, odnajdziemy w jego wypowiedziach słowa opisujące ten okres jako czas 
stagnacji, czas szukania nowego natchnienia, nowej formy ekspresji. W rozmowach
z Renatą Gorczyńską ("Podróżny świata") noblista w ten sposób charakteryzuje 
swoje wewnętrzne zmagania: ...we Francji byłem w impasie. Nie mogłem pisać 
wierszy. Dla mnie sama kontemplacja świata była dostatecznie przejmująca, 
ciekawa w sensie ontologicznym. Natomiast okoliczności były takie, że trudno 
było obronić się przed historią, społeczeństwem. Wszystko to mnie odrywało, 
stąd wszedłem w korkociąg. To znaczy wkręciłem się w jakiś heglizm. Sam utwór 
"Mittelbergheim" Miłosz przedstawia jako wiersz rekonwalescencji i podkreśla, 
że pośród pozostałych utworów z tego okresu, nacechowanych często zabarwieniem 
publicystycznym, ten jest bardzo osobisty.Początek lat pięćdziesiątych był dla 
poety trudnym czasem nie tylko ze względu na jego rozterki związane z
niemocą twórczą - to tylko wtórny skutek poważniejszego kryzysu osobistego. 
Głównym jego źródłem była decyzja (a raczej jej konsekwencje) pozostania na 
emigracji; w komunistycznej Polsce okrzyknięty zdrajcą, a w środowiskach 
polonijnych ciągle traktowany z dystansem i nieufnością. Czary goryczy 
dopełniały wewnętrzne rozdarcie ideowe autora "Ocalenia". Z jednej strony 
szczerze wierzył w ewolucjonizm typu marksistowskiego, a z drugiej był 
zniesmaczony tym co się działo w powojennej Polsce. Na emigracji czuł 
się jak "trędowaty". Wówczas z pomocą pośpieszył mu Stanisław Vincenz. Prof. 
Mirosława Ołłdakowska-Kuflowa (KUL) tak komentuje jego wpływ na Miłosza: "Kiedy
Miłosz zdecydował się pozostać na Zachodzie, właściwie przeżywał dramat. 
Widział okrucieństwo tego, co przyniosła rzeczywistość powojenna w Polsce, a 
jednocześnie był przekonany, że w naszej części świata dokonuje się cos ważnego
dla przyszłości. Dlatego czuł się zdrajcą, był chory na duszy, niezdolny przez 
dłuższy czas do trzeźwego ocenienia nawet swojej osobistej sytuacji. Stanisław 
Vincenz od początku widział wielki talent i potencjał w Miłoszu, również 
wtedy, gdy jeszcze go nie znal osobiście. Dzięki Jeleńskiemu poznał tom 
"Ocalenie" i był nim oczarowany, dlatego, gdy dowiedział się od Giedroycia, że 
przebywa w Paryżu i w jakim jest stanie psychicznym, sam zainicjował znajomość 
i zabrał się za "leczenie". Najpierw przez okazanie serdeczności i zrozumienia,
gdy znaczna część emigracji krzyczy: zdrajca! Rok 1951 to był dopiero początek 
tej "kuracji". Vincenz zrobił w tym czasie bardzo wiele dla Miłosza poczynając 
od wytyczania horyzontów innych wartości, poprzez inspiracje do pracy, między 
innymi do napisania "Doliny Issy", poprzez wskazywanie lektur, jak również 
pomoc w przekładzie "Zniewolonego umysłu" na język francuski (czuwał nad 
poprawnym rozumieniem polszczyzny Miłosza). Sam Miłosz o znaczeniu Stanisława 
Vincenza dla niego w tym okresie wspomina, między innymi, w eseju "La Combe". 
Po długim spacerze uliczkami Mittelbergheim, "śladami noblisty", wchodzę do 
domu Fernanda Seltz'a, jednego z tutejszych producentów wina. Opowiadam 
gospodarzowi o Miłoszu, jego pobycie w ich wiosce, o tym iż był wielkim poetą, 
który w 1980 roku otrzymał nagrodę Nobla; tłumaczę, że właśnie stąd moje 
pragnienie (a może raczej kaprys), by akurat w tej miejscowości kupić 
pamiątkową butelkę wina. A tak, czytałem coś o nim - przerywa mi winiarz - on 
był Węgrem prawda? Nie, proszę pana - poprawiam - to był polski poeta. 
 
 2 
  
Jak na razie to jesteśmy we Francji - tak nieco przewrotnie, na pytanie, 
częścią którego z państw, Francji czy Niemiec, Alzacja wolałby pozostać, 
odpowiada Marc Wegner, emerytowany profesor Uniwersytetu Marca Blocha w 
Strasburgu. Po chwili, już poważniej, dodaje: Sercem nam bliżej do Paryża. To 
jak na razie często pojawia się u rodowitych Alzatczyków w wypowiedziach 
dotyczących obecnej sytuacji geopolitycznej ich regionu. Alzacja jest 
specyficzna. Jej mieszkańcy, mimo, że emocjonalnie są związani (jak na razie!) 
z Francją, jednak mocno akcentują swoją odrębność. Aby to zrozumieć trzeba 
cofnąć się o tysiąc pięćset lat. Wywodzą się z germańskiego plemienia Alemanów,
które w V wieku najechało na zromanizowaną ludność celtycką osiadłą między 
Wogezami a Renem, tworząc zalążek bardzo prężnego i bogatego księstwa, o 
zwierzchność nad którym rościli pretensje zarówno królowie francuscy jak i 
władcy niemieccy. Tak trwało to przez wiele wieków, aż do czasów współczesnych;
dla przykładu od 1870 do 1945 roku granica przesuwała się tutaj cztery
razy.Pod względem językowym (alzacki, należący do rodziny dialektów 
alemańskich, jest bardzo podobny do schwabisch, którym posługuje się rdzenna 
ludność Badenii-Wittenbergii), kulturowym, historycznym i mentalnościowym, 
Alzatczycy są bardziej niemieccy niż francuscy, jednak jako "odmieńcy" lepiej 
się czują we Francji, gdzie mogą mocniej podkreślać swoją odrębność. Udało się 
im zachować swoje prawa regionalne, które nie występują w pozostałej części 
kraju np.: zachowano konkordat napoleoński z 1802 roku, własne prawo szkolne, 
prawo łowieckie, oraz prawo do... destylacji alkoholu na prywatny użytek. Z 
natury są ludźmi upartymi, pracowitymi, powściągliwymi wobec obcych, chociaż z 
drugiej strony widać w nich wielką wrażliwość wobec ludzi skrzywdzonych i 
słabych (tutaj prze wiele wieków znaleźli schronienie Żydzi). Ponurym okresem w
historii Alzacji był czas drugiej wojny światowej. Chyba nie znajdzie się 
rodziny między Renem a Wogezami nie naznaczonej wcieleniem do wermachtu kogoś z
bliskich. Zaciągniętych do wojska siłą Alzatczyków zwykle wysyłano na front 
wschodni. Osobiście poznałem starszego pana, którego odział, w sierpniu 1944 
roku, stacjonował na przedpolach... Warszawy. Paradoksy współczesnej historii 
naszego kontynentu. W właśnie ze względu na skomplikowane i pełne bólu losy 
tego regionu, będącego, przez wiele wieków, przedmiotem sporu między Francja a 
Niemcami, stolica Alzacji została wybrana jako miasto-symbol pojednania między 
obydwoma narodami, a w dalszej perspektywie, jako stolica jednoczącej Europy.  
Dzisiaj Ren, dzielący dolinę na dwa płaty, staje się rzeką, która jednoczy; 
wypływamy z różnych brzegów, ale teraz chcemy płynąć wspólnym nurtem. Stary 
most graniczny, między Strasburgiem a Kehl, stał się mostem łączącym. Z okazji 
pięćdziesiątej rocznicy powstania Rady Europy poproszono czterdziestu 
Europejczyków, ludzi pióra, aby napisali okolicznościowy tekst będący 
komentarzem do współczesnych przemian w Europie; Przesłane propozycje, zapisane
w oryginalnym języku pisarza, umieszczono wzdłuż balustrad mostu, na 
podświetlonych, turkusowym światłem, tablicach. 29 kwietnia 1999 roku 
uroczyście odsłonięto odnowiony, "inny" Pont d'Europe. Pośród wielu znanych 
nazwisk (Fornatumo Pasqualino, Seamus Heaney, Magnus Lingberg, Juan Manuel de 
Prada, Błaga Dimitrova) jest również przedstawiciel Polski - Czesław Miłosz. 
Tablica z jego tekstem, znajduje sięjako piąta po lewej stronie, gdy się 
wjeżdża na most od strony niemieckiej.Czytam na niej takie słowa: Jestem głosem
innej Europy, obejmującej wiele miast i wiele krajów na wschód od Niemiec. Oby 
ten most między Francją i Niemcami przypominał o innych mostach, jakie należy 
zbudować, po to, żeby Europa stała się jednością. Tak jak wiele zadawnionych 
przyzwyczajeń i wzajemnych uraz musiano przezwyciężyć zanim ten most braterstwa
stał się możliwy, jedność Europa odzyska tylko wtedy, kiedy lina dzieląca ją na
Zachód i Wschód, na jej "lepszą" i "gorszą" część przestanie istnieć w 
umysłach. Wbrew dawnym podziałom, jest coś, co nas łączy. Jest to pamięć o 
Południu, o cywilizacji śródziemnomorskiej, która jest stale obecna w naszej 
religii, filozofii, monumentach języka, malarstwa i architektury. Rosłem w 
mieście najdalej na północ sięgającego baroku rzymskokatolickich kościołów i 
uczyłem się w szkole recytować Horacego oraz Owidiusza, dlatego wolno mi było 
myśleć o Europie jako mojej ojczyźnie. Z godną podziwu wytrwałością wyobraźnia 
mieszkańców Północy w ciągu wieków kierowała się poza Alpy, ku Italii. Podróże 
do Italii były w istocie pielgrzymkami do sanctuarium europejskiej cywilizacji.
Być może gdyby nie tak średniowieczna świadomość wspólnego dziedzictwa, gdyby 
nie symboliczne imiona Dantego, Giotta, Michała Anioła, nie narodziłaby się 
idea zapomnienia wzajemnych wrogości i uraz, aby zjednoczyć Europę w imię 
przyszłości.Przez chwilę wpatrywałem się w nurt rzeki. Mijała mnie liczna 
rodzina murzyńska wracająca z zakupów z niemieckiego "Lidla". Nie rozmawiali ze
sobą po francusku, ani po niemiecku, ani w żadnym innym europejskim języku....
Na Włóczykija 
Baltic sea -Sopot
WIKLINA
wiklina się wygina
i cicho usuwa

nawet gdy nieznaczie
dotknięta

jednak się nie łamie
i raczej nie pęka
pozostaje jakoby
nietknięta

jest w niej coś
specyficznego
dzięki czemu
wiklinowe
kosze i fotele
łączą w sobie
delikatność z wytrzymałością
HIOB

Jemu się udało
Zachować serce kolorowe
Jak życie
To ogromny wysiłek
Nie pozwolić przegryźć swojej duszy
Przez czerń śmierci
I biel piszczeli
TATUAŻ

tatuaż jest okładem
na ranę serca

najtrudniejszą
bo często
goi się
z powikłaniami
NIOSĄCY DZBAN

  






Nosimy ten skarb w naczyniach glinianych
Dzbanach podłużnych
Wypełnionych po brzegi
Każdy niesie swój
Ciężki 
Bo miłość swoje waży...

Skorupa wrzyna się w ramię
Zdaje się być belką
Nieoheblowaną
Jak dal skazańca

A ręce trzeba trzymać wzniesione
Chytać oburącz
Mocno
Wysoko
Jak Mojżesz na górze

I iść do siebie
Może ktoś zauważy
Pójdzie za nami
Wejdzie do sali na górze
Przygotowanej

Odpowiedniej by spożyć Paschę ze swoim Bogiem
"Idźcie do miasta, a spotka was człowiek 
niosący dzban wody. Idźcie za nim i tam, 
gdzie wejdzie, powiedzcie gospodarzowi: 
Nauczyciel pyta: gdzie jest dla mnie izba, 
w której mógłbym sporzyć Paschę z 
Moimi uczniami?" Mt 14, 13-14